Czas na obiecany wpis o tym, jak zorganizować wyjazd na Islandię. W Islandii jestem zakochana po uszy i cały czas tęsknie za tym spokojem, który tam panuje. Jeżeli jeszcze nie widzieliście relacji z tego miejsca to zapraszam Was tutaj – klik. Dzisiaj chcę Wam pokazać jak można samemu zorganizować ten wyjazd, ale od początku… Islandia chodziła nam po głowie już od dawna. Gdy byliśmy w Nowej Zelandii zapadła decyzja – jedziemy w maju! Zgadaliśmy się z naszymi przyjaciółmi i w czwórkę zaczęliśmy wszystko planować. Nie ukrywam, że zaplanowanie trasy i ogarnięcie wszystkiego trochę nam zajęło, ale warto poświęcić trochę czasu po to, aby potem świetnie się bawić, zwiedzać i przede wszystkim być niezależnym od nikogo. Na tym najbardziej nam zależało. Islandia, to obcowanie z naturą, dlatego w grę wchodził tylko typowy road trip. Zatem jeśli jesteście gotowi na przygodę swojego życia zachęcam do przeczytania tego wpisu i objechania całej wyspy w sposób w jaki my to zrobiliśmy! :)

NASZA TRASA

Zrzut ekranu 2017-06-12 o 13.36.42

Powyżej możecie zobaczyć naszą trasę. Żółty punkt, to miejsce z którego zaczynaliśmy i kończyliśmy podróż. Na początku jechaliśmy na południe. Dwa czerwone punkty, to Thorsmork i Askja, czyli dwa miejsca, do których nie udało nam się dojechać. Klikając tutaj – klik możecie zobaczyć całą mapę na mapach google. Jeśli natomiast chodzi o plan wyjazdu (jak podzieliliśmy sobie dni), to możecie zobaczyć go tutaj – klik.

BILETY LOTNICZE

Na Islandię polecimy z większych miast w Polsce (z tego co wiem na jesień mają być kolejne połączenia). My standardowo wybraliśmy linie Wizzair, które oferują przystępne ceny i spore promocje. Oczywiście chwilę czekaliśmy na dobrą okazję (około 3 tygodni). W końcu udało nam się kupić, chociaż i tak uważam, że jeżeli będziecie szukać z odpowiednim wyprzedzeniem, to bilety będą tańsze. Najdroższe w biletach są bagaże rejestrowane, dlatego my zdecydowaliśmy się na jeden bagaż do 23 kg na naszą dwójkę. Lecieliśmy z Gdańska. Nasze bilety na osobę kosztowały 860 zł. Gdybyśmy zrezygnowali z bagażu rejestrowanego zapłacilibyśmy przynajmniej o 200 zł taniej. Wraz z przyjaciółmi dokupiliśmy jeszcze jedną walizkę, ale tylko w jedną stronę za 179 zł. O tym w poniższych punktach. Zatem całość (lot + bagaż rejestrowany + dodatkowy bagaż rejestrowany) wyniosła nas 905 zł na osobę.

Processed with VSCO with hb1 preset

KIEDY JECHAĆ I NA ILE?

My na Islandii spędziliśmy 10 dni, ale tydzień na te najważniejsze atrakcje w zupełności wystarczy :) Byliśmy w maju (19.05 – 29.05). Temperatury wynosiły 8-14 stopni. Prawda jest jednak taka, że na Islandii nigdy nie wiesz na co trafisz. Słynne powiedzenie islandzkie mówi: „Jeżeli nie podoba się Tobie pogoda, poczekaj 5 minut”. Najwięcej osób przybywa w lipcu i sierpniu, czyli w sezonie. Niektóre kempingi i drogi (!) dopiero wtedy są otwarte. Mi aktualnie marzy się pojechać na Islandię zimą, aby zobaczyć zorzę polarną. Jednak jeśli jedziecie pierwszy raz, to wybierzcie najlepiej takie miesiące jak maj, czerwiec, lipiec, sierpień.

POGODA

Tak jak napisałam wyżej – na Islandii nigdy nie wiesz na jaką pogodę trafisz. Tutaj w ciągu dnia możemy doświadczyć wszystkich pór roku. Nie nastawiajmy się jednak, że będzie ciepło i słonecznie – jeżeli akurat tego doświadczymy, to będzie to dla nas miłe zaskoczenie :) Pamiętaj, że to wyspa wulkaniczna, a do Koła Podbiegunowego już blisko. Zatem na pewno nie myśl o tym kierunku jeżeli szukasz ciepła i słońca.

Processed with VSCO with hb2 preset

NOCLEGI I TRANSPORT

Wrzucam to do jednego punktu, ponieważ my zdecydowaliśmy się na spanie w aucie. Nie ukrywajmy, Islandia jest strasznie droga a spanie w zarezerwowanych wcześniej noclegach (koniecznie trzeba rezerwować z wyprzedzeniem) ogranicza też plan wyjazdu – trzeba go dostosować do miejsc, gdzie znajdziemy nocleg. Dlatego najpopularniejszą opcją podróży jest spanie w aucie, albo pod namiotem! Opcja namiotu jest super w lipcu i sierpniu. W maju było zdecydowanie za zimno, chociaż sporo osób i tak wybierało tę formę noclegu. My spaliśmy czasami na płatnych kempingach, czasami na darmowych, a czasami po prostu tam gdzie było miejsce.

Processed with VSCO with hb1 preset

Wypożyczyliśmy Volkswagena Californię z miejscem do spania dla czterech osób (rozkładana kanapa i rozkładana góra z materacem. Okazało się jednak, że mimo iż mieliśmy ogrzewanie postojowe, to na górze było za zimno. Tym sposobem spaliśmy w czwórkę na kanapie na dole – można? Można! ^^). Na początku zastanawialiśmy się nad camperem, ale stwierdziliśmy, że chcemy też jechać trochę wgłąb wyspy, a tam potrzebujemy napęd 4×4 + duży prześwit samochodu. Okazało się, że i tak nasze auto było za niskie na niektóre przeprawy (klik), więc camper spokojnie dałby radę. W camperze jest też łazienka i „normalna” kuchnia – my musieliśmy sobie radzić trochę inaczej (mieliśmy przenośną kuchenkę gazową). Jeśli chodzi o prąd, to zabraliśmy ze sobą z Polski przetwornicę. Sporo osób wypożycza też typowo terenowe samochody (ja się nie znam, ale wiecie takie bardzo wysokie z ogromnymi kołami) – to jest super opcja, jak jedziecie w dwie osoby.

Processed with VSCO with hb1 preset

Teraz kilka ważnych informacji:

– samochód wypożyczyliśmy w Go Iceland (klik),

– wybraliśmy Volkswagena Californię z napędem 4×4,

– auto odebraliśmy z lotniska,

– za samochód na 10 dni zapłaciliśmy po przeliczeniu około 9600 zł, co daje nam 2405 zł na osobę (pamiętajcie, że odchodzą noclegi),

– warto wykupić pełne ubezpieczenie (łącznie z ubezpieczeniem od zalania, od kamieni itd.), które wyniosło nas około 947 zł, czyli 237 zł na osobę,

– 3 razy płaciliśmy za miejsce parkingowe na kempingu (około 55 zł od osoby), spaliśmy pod wodospadem Seljalandsfoss, następnie przy jeziorze Myvatn, a na koniec w Reykhold. Generalnie wyglądało to tak, że mieliśmy ogólny plan i tam gdzie kończyliśmy dany dzień szukaliśmy czegoś do spania. Na prysznice trafialiśmy zazwyczaj co drugi dzień, z toaletami nie było problemu :)

– nasze auto paliło 9 litrów. Zrobiliśmy około 2900 km. Za paliwo wyszło około 430 zł od osoby.

Processed with VSCO with hb1 preset

Podsumowując, wypożyczenie auta + noclegi wyniosły nas około 2800 zł od osoby. Jest to spore zaoszczędzenie w porównaniu gdybyśmy spali w normalnych „hotelach”, domkach itd.

CO ZABRAĆ?

Zapomnij o sukienkach, szortach, czy eleganckich rzeczach. Islandia, to kierunek dla ludzi, którzy chcą obcować z naturą, którzy nie boją się deszczu, nie boją się wyzwań i przygód. Obowiązkowo trzeba zabrać solidne buty trekingowe. Obowiązkiem jest też kurtka, która ochroni nas od deszczu, od wiatru i od zimna. My zaopatrzyliśmy się w ubrania marki Jack Wolfskin (klik), które sprawdziły się idealnie. Przede wszystkim ani razu nie było mi zimno (a dla takiego zmarzlucha jak ja, to bardzo ważne). Istotne jest to, że kurtka nie wchłaniała też wody, a buty nie przemakały nawet podczas przeprawy przez rzekę (no, płytką rzekę ^^). Wszystkie ubrania (łącznie z czapką!) posiadają materiał oddychający, a podczas takich wypraw to jest szczególnie ważne. No i te kolory! Outdoorowe rzeczy wcale nie muszą być nudne, prawda? :) Podczas wyjazdu przydadzą się nam również okulary przeciwsłoneczne (nawet w pochmurny dzień), pomadka ochronna do ust, krem do rąk (!!!), rękawiczki (!) i jeżeli wybieracie taką opcję podróży jak my, to zabierzcie kubek i sztućce.

IMG_0589

Mam tez dla Was kupon rabatowy -15% na zakupy w sklepie Jack Wolfskin – klik.

Islandia podsumowanie3

kurtka – klik, buty – klik, polar – klik, spodnie – klik, czapka – klik

IMG_4099

CENY I WYDATKI

Walutą Islandii jest korona islandzka. Aktualnie 100 koron, to 3,79 zł. Jeśli chodzi o „atrakcje” turystyczne, to praktycznie wszystkie gejzery, wodospady, parki narodowe, gorące źródła itd. są darmowe. Płatne jest jedyne wejście na krater Kerid (około 15 zł), rejs na wieloryby (u nas wyszło 300 zł od osoby) oraz wizyta w Blue Lagoon (najtańsza opcja, to około 200 zł od osoby). Są to jednak „atrakcje dodatkowe”.

JEDZENIE

Może z trzy razy zjedliśmy coś w restauracji, a w markecie (BONUS – polecam, ponieważ jest najtańszy) kupowaliśmy jedynie mleko, chleb tostowy i serki. Resztę jedzenia przywieźliśmy ze sobą w walizce. Właśnie dlatego dokupiliśmy jeszcze jedną walizkę, w jedną stronę. Nakupowaliśmy takich rzeczy jak: płatki, żółty ser, pesto, makaron, kaszę, zupki, przekąski itd. Zakupy w Polsce wyniosły nas 600 zł, czyli po 150 zł od osoby. To była jednak bardzo dobra decyzja, bo gdybyśmy mieli wszystko na bieżąco kupować na miejscu, to bylibyśmy trochę wyczerpani finansowo.

Processed with VSCO with hb1 preset

Jeśli chodzi natomiast o ceny w restauracjach, to były różne. Nie ukrywam, że po tygodniu jedzenia makaronu z pesto, zupek i chleba z serem mieliśmy ochotę na zupę, czy burgera ^^ Za zupę zapłaciliśmy około 60 zł, za piwo to samo, dania z rybą lub burgery zaczynały się od 100 zł na osobę. Kilka razy pozwoliliśmy sobie na małe szaleństwo, ale zaraz potem po zapłaceniu rachunków następnego dnia wracaliśmy do makaronu ^^.

Islandia podsumowanie

INTERNET

Chociaż w samochodzie mieliśmy wifi 5GB (w cenie), to ja standardowo żeby mieć stały dostęp do internetu i nikomu go nie „zżerać” ^^ kupiłam sobie lokalną kartę sim. Kupiłam ją zaraz na lotnisku i poprosiłam sprzedawcę, aby aktywował mi internet. Za 189 zł dostałam 11 GB. Były też tańsze opcje na 1GB, 3GB, 5GB, jednak ja do swoich wszystkich aktywności (łącznie z wgrywaniem zdjęć na serwer) potrzebowałam trochę więcej. Internet działał praktycznie wszędzie – czasami jak jechaliśmy przez góry, to znikał, ale zaraz szybko wracał.

CIEKAWOSTKI

– główne lotnisko znajduje się w Keflaviku (pod Reykjavikiem), dlatego przy rezerwacji samochodu sprawdźcie czy odbiór jest właśnie w Keflaviku,

– wszędzie można płacić kartą, a jeśli chodzi o wymianę pieniędzy, to najlepiej zrobić to od razu na lotnisku,

– główna droga na Islandii, to droga nr 1, do jej przejechania nie potrzebujemy samochodu 4×4 (wtedy super opcją jest camper),

– stacje benzynowe są automatyczne (polecamy stacje sieci N1),

– woda w kranie jest zdatna do picia, przy niektórych atrakcjach jest nawet kran, z którego można napełnić sobie butelki z pitną wodą,

– od maja na Islandii prawie nie zachodzi słońce, są tzw. „białe noce” :) śmieszne uczucie, gdy o północy jest jeszcze widno!

– Islandczycy są niezwykle serdeczni i pomocni. Wszyscy mówią po angielsku więc nie ma problemów z komunikacją. Ale, ale… wiecie, że na wyspie największą mniejszością są Polacy? Nie obejrzysz się a już słyszysz język polski. To cudowne, bo wszyscy Polacy, których spotkaliśmy byli również niezwykle serdeczni i uśmiechnięci! :)

– cały wyjazd na 10 dni (bez wydatków własnych takich jak jedzenie w restauracjach, pamiątki, czy internet) wyniósł nas 4289 zł na osobę. Doliczmy do tego moim zdaniem obowiązkową „atrakcję dodatkową” czyli wieloryby, to za całość mamy 4600 zł.

Processed with VSCO with hb2 preset

Ufff, to by było na tyle. Pewnie jeszcze o czymś zapomniałam, ale jeżeli macie jakiekolwiek pytania, to śmiało piszcie w komentarzach – na wszystkie odpowiem! :) Ja już wiem, że na pewno wrócę na Islandię, i to pewnie szybciej niż mi się wydaje.

Do następnego!